Kosmetyki

środa, 8 lutego 2017

LAMPA SUNONE DUAL LED UV 48W 24W



Cześć :)


Dzisiaj przedstawiam wam moją nową lampę SUNONE DUAL LED UV 48W 24W :)







  Szkolenie z manicuru hybrydowego robiłam jeszcze na studiach, jakieś cztery lata temu. Zaraz po ukończeniu kurso kupiłam zestaw startowy firmy La Femme, w sklad którego wchodziła zwykła lampa UV firmy Mollon (ledowe były wtedy dopiero w pieleszach, więc ich ceny były kosmiczne). 
  Jak to student na weekendy często wracałam do domu, gdzie wszyskie ciocie i koleżanki koniecznie chciały tę nowość na swoich paznokciach. Pech chciał, że w czasie transportu uszkodzilam jedną żarówkę. Efektem tego było to, że moje hybrydy wyglądały ni jak i trzymały się na paznokciach góra 3 dni. 
 Wywoływało to u mnie ogromną frustrację,a po paru manicurach uznałam że jestem beznadziejną stylistką,więc schowałam sprzęt do szafy gdzie leżał nieużywany przez ok rok czasu, jednak moja chęć malowania powróciła :D. 
  Próbowałam wszystkiego, podwójnego odtłuszczania, intensywniejszego piłowania płytki zmieniałam marki lakierów, jednak wszystko na próżno, więc hybrydy znowu powędrowały do szafki. Jakiś miesiąc temu natknęłam się na allego na promocję lampy SUNONE, więc postanowiłam poszukać  informacji na jej temat. 




 Okazało się, że zamiast wcześniej kupić nową lampę to bezsęsownie marnowałam swój czas!
Przyczyną fatalnego wyglądu i słabego utrzymania była ta nieszczęsna żarówka!

 Nigdy nie wpadałam na to, że jej sporadyczne miganie powodowło to, że lakier nigdy do końca się nie utrwalił. Powolne utrwalanie powodowało, że lakier spływał na skórki jeszcze w końcowych sekundach trzymania dłoni w lampie. W efekcie warstwa hybrydy była miękka, często też "ważyła się" w tej lampie i po wyciągnięciu odchodziła płatami.Po przeczytaniu różnych opinii i doświadczeń innych dziewczyn obliczyłam, że aby lakier dobrze się utwardził (z tą migającą żarówką) powinnam trzymać go 6! minut w lapmie.

 Od kiedy jestem szczęśliwą posiaczaczką lapmy SUNONE, wystarczy mi 30 sekund i moja hybryda jest 
twarda jak skała, amanicure bez problemu wytrzymuje 3 tygodnie! 

 Lampa SUNONE jest o połowę mniejsza i o ponad połowę lżejsza od mojej pierwszej "tradycyjnej" lapmy Mollona. 
Na panelu znajdują się trzy przyciski:




  • 5 sekund - spokojnie wystarcza aby utrwalić jasne, mniej napigmentowane kolory 
  • 30 sekund - poradzi sobie z każdą pigmentacją :)
  • 60 sekund - tyle wystarczy aby pożądnie utwardzić żele

 Dodatkowym plusem jest to, że lapma jest czuła na ruch, wystarczy włożyć dłoń i od razu zaczyna pracować:)

 Sporym atutem jest również jej wysoka moc ( ładowarka jest większa od tej którą mam do laptopa), którą docenią stylistki pracujące na żelach. Można mieć pewność, że poradzi sobie z każdym zadaniem.



 Zauważyłam, że można ją kupić w różnyc kolorach i cenach. Ja wybrałam kolor biały i zapłaciłam 145 zł + koszy przesyłki. Dziś śmiało mogę powiedzieć, że był to jeden z lepszych zakupów w moim życiu :)

Pozdrawiam i życzę miłego dnia :)

wtorek, 7 lutego 2017

PRAPIDOGRAF NEONAIL + SEMILAC nr 130


Cześć :)

Dzisiaj przedstawiam wam mój nowy nabytek, którym jestem absolutnie zachwycona - RAPIDOGRAF NEONAIL





Rapidograf chdził za mną już od dłuższego czasu, ale ciągle nie miałam czasu żeby się na jakiś zdecydować. Jakiś czas temu szukałam na allegro nowego lakiegu Semilaca i przypadkowo natknęłam się na Neonail. Od razu tak mi się spodobał, że nawet się nie zastanawiałam. 



W ofercie użytkownika dostępny był kolor biały i czarny. Nie specjalnie przepadam za białymi wzorkami, więc zdecydowałam się na czerń. Dodatkowo wybrałam opcję zestawu, tj. rapidograf + tusz ( również neonail). W sumie wyniosło mnie to 37 zł, bez tuszu byłoby to ok 27 zł.

Pojemność tuszu to, jak widać, 20 ml. Na jedno napełnienie zużyłam ok. 1/3 zawartości buteleczki


Rapidograf jest zapakowany w praktyczne etui, w krórym znajduje się szczegółowa istrukcja na temat przechowywania i napełniania produktu.

Bardzo fajnie się go używa, nie rozlewa się, tusz szybko zasycha, no i oczywiści można nim tworzyć baaardzo precyzyjne wzory :)



Tak prezentują się moje paznokcie:



Oczywiście prawa ręka nie prezentuje się tak jak lewa :D moja lewa ręka jest jeszcze niestety zbyt "lewa" żeby robić nią precyzyjne wzorki. Mnóstwo pracy jeszcze przede mną, ale już nie mogę się doczekać kolejnych ćwiczeń :)


Do wykonania, użyłam kolejnej nowości w mojej kolekcji - lakieru hybrydowego SEMILAC nr 130 (SLEEPING BEAUTY). Piękny róż wpadający w pomarańcz, użeka każdego kto widzi moje paznokcie :)



Dzisiaj to by było na tyle, kolejny post będzie poświęcony lampie SUNONE DUAL LED UV, moim perypetiom z hybrydami i pierwszą wadliwą lampą.

MIŁEGO DNIA :)

wtorek, 24 stycznia 2017

HISTORIA I NIEPOKOJĄCY SKŁAD TUSZU DO RZĘS

Mascara to podstawowy element kosmetyczki każdej kobiety. Jako jeden z nielcznych kosmetyków jest dopuszczalny w najbardziej restrykcyjnych "dress codach", obowiązujących mni. w służbach mundurowych.
Używasz go na codzień, ale czy wiesz jak powstał?


No właśnie, moja wiedza na ten temat byla do tej pory mocno ograniczona. Odkąd pamiętam, moim ulubieńcem był Max Factor. Używałam go zawsze i wszędzie, każdą zużytą buteleczkę wymianiałam automatycznie na kolejnego Maxa :).
Jakiś czas temu naszło mnie na eksperymenty, więc wypróbowałam kilka innych marek, w tym moją nową miłość, PUPA VAMP. Ostanio znowu naszło mnie na zmiany, więc weszłam na allegro i rozpoczęłam poszukiwania. Przepaść cenowa, od najtańszego do najdroższego okazała się głęboka jak Rów Mariański, a przecież na chemii kosmetycznej mówili mi, że skład tuszu jest bardzo prosty i ograniczony. Skąd więc ta różnica?
Czytając, entą stronę na temat składu mascary natknęłam się na ciekawy artykuł o historii mascary. Zgłębiłam się również w ten temat i postanowiłam podzielić się nim z wami (chociaż i o składzie będzie sporo). Miłej lektury:)





STAROŻYTNY EGIPT


Egipcjanki, a właście Egipcjanie (mężczyźni malowali się równie intensywnie jak kobiety), nie wyobrażali sobie codziennego funkcjonowania bez makijażu oczu. Podobnie jak my dziś :). Makijaż chronił ich oczy przed służącym rowojowi bakterii, gorącym klimatem i pustynnym wiatrem rzucającym im piach w oczy. Ponad to, Egipcjanie wierzyli, że oczy są oknami duszy, a pomalowane brwi i rzęsy chronią  przed siłami zła, ktoóre mogłyby opanować ich umysły.
Kleopatra zalecała malowanie ciała i rzęs w praktykach religijnych, wojennych, pogrzebowych oraz "imprezowych" :). Do produkcji pierwszego na świecie tuszu używano węgla drzewnego, sadzy, wody, miodu, oliwy z oliwek oraz..... odchodów krokodyla. Z czasem rytuał malowania rzęs przejęli storożytni Rzymianie, niestety po upadku Imperium Rzymskiego, Europa pogrążyła się w ciemności, a wszelkie kosmetyki i obrzędy związane z pielęgnacją ciała były utożsamiane z grzechem, próżnością i zepsuciem.

WIKTORIAŃSKIE RYTUAŁY PIELĘGNACYJNE


Długie, bujne, kruczo czarne rzęsy wróciły do łask dopiero około 1830 r. w erze Wiktoriańskiej . Kobiety tego okresu były bardzo eleganckie i wyrafinowane, nie szczędziły czasu na upiększanie. Potrafiły godzinami wykonywać odpowiedni makijaż, fruzurę czy dobierać kreacje. Świadczyło to o ich statucie. Niestety kosmetologia nadal pozostawała na bardzo niskim poziomie rozwoju, dlatego też zmuszone były wykonywać odpowiednie mieszanki upiększające, w tym tusz, w domowym zaciszu. Wiktoriańska mascara składała się mni. z popiołu, szadzy lub czarnego bzu.

Ciekawostka: w Angli w latach 1533-1603, kiedy to na tronie zasiadała królowa Elżbieta, kobiety oszalały na punkcie jej złoto rudych włosów i chcąc upodobnić sie do monarchini namiętnie barwiły rzęsy. Niestety, uzyskanie odpowiedniego koloru wymagało użycia toksycznych substancji, które powodowały całkowite wypadanie rzęs. Następstwem tego była absolutna dezaprobacja tego procederu, to też kobiety zaczęły potajemnie uzyskiwać tusz z podgrzanych na ogniu suszonych jagód.



ZALĄŻKI PIERWSZEGO PRAWDZIWEGO TUSZU


Około 1830 roku, Eugeniusz Rimmel podjął się próby stworzenia innowacyjnego produktu. Początkowo była to mieszanina sproszkowanego węgla i wody. Do każdego pudełeczka dołączona była spcjalna szczoteczka do nakładania kosmetyku. Instrucja Rimmela zalecała zamoczenie jej w wodzie przed aplikacją, jednak kobiety najczęściej, po prostu na nią pluły, dlatego z czasem zyskała sławę jako "plujka" :).
W 1872 roku, na rynek przemysłowy wprowadzono wazelinę. Okazało się, że dla mascary to punkt zwrotny. Dzięki niej Rimmel stworzył pierwszą, poręczie zapakowaną mascarę. Wymiana wody na wazelinę, sprawiła, że kosmetyk stał się znacznie twalszy i łatwiejszy w aplikacji (choć nadal był to nie lada wyczyn).



W roku 1913 niejaki TL Williams stworzył podobny produkt dla swojej siostyry Maybell. Kosmetyk okazał się tak sdobry, że czery lata od "premiery" Williams rozpoczą sprzedaż wysyłkową. Tak narodziła się, dobrze znana nam dziś marka Maybelline.





Dopiero w 1957 roku, geniusz przemysłu kosmetycznego - Helena Rubinstein wpadła na niezwykle uproszczający życie kobietom pomysł, umieszczenia mascary w tubce z dołączoną do niej szczoteczką. Rok później, zainspirowany pomysłem Heleny Revlon, jako pierwszy wprowadził na rynek tusz w obecnej postaci. Mascara zyskała nowe życie, a kobiety nowe spojrzenie :)
Najlepszą rekalmą mascary stały się gwiazdy Hollywood, które uwielbiały podkreślać swoje spojrzenia (głównie ze względu na biało-czarny obraz filmu).


TECHNOLOGIA


Proces produkcji

Obecnie tusze do rzęs produkuje się na dwa sposoby:

Typ 1: W tej metodzie, starannie odmierzone i odważone składniki dodaje się do mieszadła, gdzie przy pomocy ciepła topi się woski, a dzięki potrząsaniu uzyskuje się półtwardą konsystencję. Jeżeli formuła kosmetyku jest bezwodna, wówczas wszystkie komponenty są razem mieszane, podgrzewane i potrząsane. Natomiast w przypadku formuły emulsyjne, woda i zagęszczacze są mieszane razem, podczas gdy woski i emulgatory są mieszane i dodatkowo podgrzewane osobno.

Typ 2: to tzw. metoda emulsyjna, wodę i zagęszczacze łączy się razem, celem uzyskania płynnej/kremowej bazy. Emulgatory i woski podgrzewa się osobno, na koniec dodawane są pigmenty. Połączone składniki miesza się w homogenizatorze. W tej metodzie zbiornik w którym umieszczone są składniki, pozostaje zamknięty aby nie dopuścić do wpuszczenia powietrza i odparowania substancji.

Kiedy gotowy roztwór(mascara) się już schłodzi, jest transportowany do zasobnika przerzutowego, a następnie do maszyny napełniającej, która pompuje ściśle odmierzoną ilość produktu do pojemników, które zazwyczaj zamyka się ręcznie.

KONTROLA JAKOŚCI


Zarówno czystość jaki i jakość bada się na różnych etapach produkcji. Najpierw sprawdza się poszczególne chemikalia, zamim w ogóle zostaną ze sobą zmieszane. Po wymieszaniu porcji następuje kolejne sprawdzenie, a po zapakowaniu kosmetyku pobiera się próbki z początku, środka oraz końca partii. Próbki badane są pod kątem zanieczyszczeń mikrobiologicznych oraz składu chemicznego.

SKŁAD:


PIGMENTY: W USA prawo zabrania używania pigmentów pochodzących od smoły lub węgla do produkcji kosmetyków do oczu, dlatego w tuszach do rzęs możemy spotkać barwniki pochodzenia roślinnego(np. hennę) lub nieogranicznego .

Najpopularnijeszcym pigmentem jest CARBON BLACK, nadający intensywnie czarną barwę.
Tlenki żelaza - odpowiadają za odcienie brązów
Ultramaryna - kolor niebieski
Tlenki chromu - odcień zielony
Sproszkowane złoto, glin lub brąz - nadają złoty lub srebrny połysk
Barwniki perłowe - guaina lub mika pokryta warstwą CO2

POZOSTAŁE SKŁADNIKI:


woski - zapewniają dobre przyleganie produktu oraz efekt pogrubienia. Najczęściej używane to wosk pszczeli, wosk karnauba, parafiny.
polimery - towrzą film na powierzchni rzęs, nadają elastyczności
silikony - ułatwiają rozprowadzanie tuszy na rzęsach
oleje - lanolinowy, sezamowy, lniany, rycynowy, terpantynowy, eukaliptosowy
utwardzacze - cerezyna, guma tragakantowa, metyloceluloza

Cała reszta zależy od fantazji i możliwości producentów. Niektóre mascary zawierają włókna sztucznego jedwabiu, witaminy C,E,F, ekstrakt z lipy srebrzystej, jedwab hydrolizowany(stymuluje wzrost) itp, itd. :)

Wszystko wskazuje na to, że mascara to idealny i mega naturalny kosmetyk. Toksyczne substancje są zakazane przez prawo, a producenci dbają o nasze rzęsy umieszczając w składzie co raz to skuteczniejsze (i droższe) substancje pielęgnujące. Czy aby na pewno?

Szukając informacji na temat składników na jakie możemy się natknąć w tuszu znalazłam wysoce niepokojącą ( choć jak dla mnie nie szokującą) informację, otóż jak się okazuje niktóre testy labolatoryjne udowodniły, że w wielu tuszach znajdują się substancje rakotwórcze.

Ok, pewnie pomyślisz sobie, że takie rzeczy dotyczą tylko najtańszych produktów, a im wyższa cena tym mniejsze ryzyko, w końcu znane i renomowane marki nie pozwolą sobię na niszczenie reputacji używając wątpliwych substancji. Otóż nie!

W jednym z takich testów obrano na celownik 13 tuszów do rzęs z każdej półki cenowej. Okazało się, że najtańsze i najdroższe produkty jednak mają cechę wspólną. Okazała się nią trietanolamina, która niewłaściwie stosowana przekształca się w szkodliwe nitrozoaminy. Pomysł na ten test należał do dziennikarzy niemieckiej telewizji, dlatego nie trudo się domyślić, że sporym problemem okazało się samo znalezienie chociaż JEDNEGO labolatorium w Niemczech, które  podjęło by się przeprowadzenia testu. Cała sytuacja tylko pobudziła apetyt dziennikaży, którzy zaczęli podejżewać, że wiele niemieckich placówek badawczych ściśle współpracuje z koncernami kosmetycznymi, dltego celowo ukrywają informacje.

Dopiero jedno ze szwajcarski labolatoriów zgodziło się pomóc i w końcu przeprowadzono testy. Wyniki okazały się szokujące, w trzech spośród 13 przebadanych mascar znaleziono nitrozoaminy, których ilość mocno przekraczała dozwolone normy. Zdumiewający jest również fakt, że oficjalnie ta substancja jest całkowicie zakazana w produkcji kosmetyków. Nitrozoaminy cechują silne właściwości rakotwórcze, podejrzewa się je o uszkadzanie kkomórek wątroby, nerek oraz ludzkiego genomu.

Zazwyczaj w kosmetykach dopuszcza się jedynie śladowe ilości nitrozoamin, ponieważ często podczas produkcji nie można ich uniknąć. W 2006 roku urzędnicy pracujący dla Federalnego Instytutu Szacowania Ryzyka, uznali, że ilość szkodliwej substacji nakładanej podczas tuszowania rzęs jest zbyt mała aby zaszkodzić naszemu zdrowiu, natomiast należy zwrócić szczególną uwagę na produkty które po aplikacji pozostają na skórze, bowiem poprzez zjawisko absorbcji mogą wniknąć do organizmu.
Warto dodać, że trietanoloaminę stosuje się również w produkcji, kremów, balsamów, pianek do golenia, szamponów, mleczek do demakijażu czy farb do włosów.


A o to trzy mascary o których była mowa:

1. NYX Doll EYe Volume Extreme Black Mascara


Skład: Aqua, Cera Carnauba, Stearic Acid, Hexadecene Copolymer, Glycerine, Beeswax, Triethanolamine, Polyvinylpyrrolidone, Cera Candellila, Cetyl Alcohol, Polyvinylalcohol, Sorbitan Sesquioleate, Lanolin Wax, Magnesium Aluminium Silicate, Hydroxyethylcellulose, Glyceryl Stearate, Dimethicone, Methylparaben, Propylparaben, Phenoxyethanol, Disodium EDTA,
Tocopheryl Acetate, Acrylates/Ethylhexyl Acrylate Copolymer, Alkyl Acrylate Copolymer Emulsion, Cl 77499


2. Bourjois Volume Glamour Max Definition


Skład: Aqua, Cl 77499, Paraffin, Cera Alba, Styrene/Acrylates/Ammonium Methacrylate Copolymer, Copernica Cerifera Wax, Stearic Acid, Polybutene,
Palmitic Acid, Jojoba Esters, Triethanolamine, Hydroxyethylcellulose, Phenoxyethanol, Butylene Glycol, Polyethylene, Sodium Laureth- 12 Sulfate, Methylparaben, PVP, Phantenol,
Cellulose, Propylparaben, Amonium Hydroxide, Sodium Acetate, Potassium Sorbate, Isopropyl Alcohol, Simethicone, Tetrasodium EDTA, Pearl Powder, Polysorbate 65, Methylcellulose, Tocopherol, Sorbic Acid, Benzoic Acid, Sulfuric Acid.


3. Chanel Inimitable Intense 10 Noir




Skład: Aqua, Paraffin, Inulin, Polyethylene, Palmitic Acid, Stearic Acid, Cera Alba, Acacia Senegal Gum Extract, Cera Carnauba, Fera, Triethanolamine, Oryza Sativa Cera, Hydroxyethylcellulose, Ethylene/VA Copolymer,Aminomethyl Propanediol, Phenoxyethanol, Methylparaben, Propylparaben, Tocopheryl Acetate,Cera Microcristallina, Polyquaternium-10, Syntetic Wax, Dimethicone, Cl 75470, Cl 77007, Cl 77163, Cl 77288, Cl 77289, Cl 77492, Cl 77499, Cl 77510, Cl 77742, Cl 77891, IL19B-I.

A tak wygląda przykładowy skład domowego, własnoręcznie robionego tuszu do rzęs (przepis pochodz z bloga zielonyzagonek.pl):

1. 2 tabletki węgla leczniczego
2. 1 żółtko z naturalnej hodowli
3. 1 kropla olejku lawendowego


CZYM RÓŻNI SIĘ MASCARA WODOODPORNA OD ZWYKŁEGO TUSZU?


Formułą. Zwykłe tusze opierają się na bazie wodnej a w ich składzie zawarta jest mała ilosć wosków, z kolei mascara wodoodporna zawiera ich bardzo dużo. Im mniej wody w składzie tym lepsza trwałość. Dla przykładu,tusz Diorshow(niewodoodporny) ma w swoim składzie tylko jeden wosk - Wosk pszczeli. Natomiast mascara Diorshow Watherproof zaiera trzy rodzaje wosków: wosk pszczeli, wosk karnauba oraz wosk Kandelia. Dodatkowo w jego składzie znajdziemy ISODODECANE - kolejne rozczarowanie(!) bo to szkodliwa substanca ropopochodna, wykazująca działanie komadogenne(zapychające).
Nasz organizm niestety nie potrafi jej rozłożyć, wieć magazynuje ją w wątrobie czy nerkach. Kolejny przykład, że jakość nie zawsze idzie w parze z ceną. Warto jeszcze wspomnieć, że wodoodpornego tuszu do rzęs nie powinnyśmy używać na codzień, ponieważ silnie obciąża rzęsy, co może skutkować ich nadmiernym wypadaniem.

Ciekawostka: to Helena Rubinstein jako pierwsza wprowadziła na rynek tusz wodoodporny. Pierwsze wodoodporne tusze składały się w 50% z terpentyny - susbtancji łatwopalnej :D.



4 MAŁO ZNANE FAKTY NA TEMAT MASCARY:


1. W składzie wielu tuszów znajdziemy substancję o nazwie guanina. Jest to barwnik pochodzący z rybich łusek. Swego czasu wynikło małe nieporozumienie i guaninę mylnie wzięto za guano czyli odchody nietoperza.
2. Mascara ma na swoim koncie ofiary śmiertelne. W latach 30 na rynku w USA pojawił się kosmetyk o nazwie Lash Lure, niestety okazało się, że zawarty w nim barwnik doprowadza do ślepoty, a nawet zgonu. Niestety, dla kilkunastu osób odkryto to za późno.
3. Po upływie 5 miesięcy w tuszu rozwija się tyle szkodliwych bakterii, że dalsze stosowanie może skutkować infekcją oczu.
4. Mascara to pierwszy na świecie kosmetyk wyprodukowany w wersji wodoodpornej

wtorek, 21 czerwca 2016

LOVE IS IN THE AIR, o hormonach i feromonach słów kilka

    Organizmy żywe wytwarzaj tzw. substancje semiochemiczne, czyli molekuły dzięki którym wysyłają sprecyzowane sygnały o swoich zamiarach i stanach emocjonalnych. Taki rodzaj rozmowy wykorzystują zwierzęta, rośliny oraz mikroorganizmy celem uzupełnienia bodźców słuchowych, dotykowych czy dźwiękowych. Komunikacja chemiczna jest znana także nam, ludziom. Podświadomie wysyłamy komunikaty chemiczne, które również podświadomie, są odbierane przez innych. Wytwarzane przez nas substancje infochemiczne służące do porozumiewania się w obrębie gatunku to feromony. Dzięki allomonom istnieje również możliwość komunikacji międzygatunkowej Jednym z popularniejszych przykładów takiej komunikacji u ludzi jest tzw. zapach strachu. Kiedy odczuwamy lek nasze gruczoły zaczynają bardzo intensywnie pracować, a to sprawia, ze zapach naszego ciała ulega gwałtownej zmianie. Świetnie wyczuwają to zwierzęta np. psy atakujące osobę która się ich boi lub psy policyjne, doprowadzające śledczych do sprawcy gdy "pachnie strachem". Prawdopodobnie na tej samej zasadzie działa również psia wierność.

źródło: www.pinterest.com


    Mówiąc o naszych reakcjach fizjologicznych musimy pamiętać o hormonach. Nasze organizmy wytwarzają indywidualne dawki hormonów, dlatego każdy z nas inaczej reaguje na miłość. Stężenie i współpraca hormonów zmieniają się w miarę jak przezywamy nasze wzloty i upadki. Zasadnicza różnica miedzy hormonami a feromonami jest to, ze feromony są wydzielane na zewnątrz organizmu i są wyczuwane przez innych natomiast hormony wykorzystuje jedynie produkujący je organizm.

ZAKOCHANIE


    Narodziny miłości są da organizmu sporym szokiem i przestrojem hormonalnym. Kiedy w naszym otoczeniu pojawia się osoba która postrzegamy pozytywnie oznacza to, ze nasze receptory zmysłowe odebrały pozytywne bodźce, które błyskawicznie przesyłają do mózgu, gdzie są przetwarzane i kodowane. Kiedy już miedzy dwojgiem ludzi zaiskrzy, w ich mozgach zachodzi prawdziwa burza chemiczna. Dochodzi do wysypu neuroprzekaźników które wcześniej w ogóle nie były wytwarzane oraz takich które pojawiały się w malej ilości

źródło: www.pinterest.com

HORMONY


    Czołowym hormonem, który wytwarza się przy poznawaniu kogoś atrakcyjnego jest  adrenalina, która dodaje odwagi i zachęca do podjęcia ryzyka. W kwitnącej miłości ważna role odgrywa pochodna adrenaliny - noradrenalina, która powoduje wzrost ciśnienia krwi oraz pojawienie się rumieńców na widok ukochanej osoby. Kolejnym hormonem dostarczającym intensywnych odczuć miłosnych jest fenyloetyloamina (PEA) - substancja należąca do grupy amfetamin zwana "narkotykiem miłości". To własnie PEA sprawia, ze jesteśmy zafascynowani druga osoba, a ogarnięci bezkrytycznym oczarowaniem nie dostrzegamy jej wad. Podwyższony poziom tego hormonu wywołuje w mózgu objawy podobne do tych jakie odczuwają narkomani - zaburzenia łaknienia, euforia, problemy z koncentracja, bezsenność. Fenyloetyloamine znajdziemy w wielu produktach spożywczych, a szczególnie w czekoladzie. Magiczna moc czekolady znamy nie od dziś. Reklamy często wykorzystują motyw miłości. Takie źródło PEA nie jest jednak wydajne, ponieważ jest ona szybko metabolizowana w przewodzie pokarmowym, w związku z czym mozg odbiera jedynie śladowe jej ilości.

OSTUDZONE EMOCJE


     Średnio po upływie 1,5 roku ( choć u niektórych możne to być nawet 4 lata )trwania związku substancje psychoaktywne przestają działać, obniża się poziom PEA, a organizm stopniowo uodparnia się na jej działanie. Zwiastuje to koniec burzy uczuć i namiętności, a za razem początek stabilizacji.. Jest to krytyczny moment dla związku, jednak większość ludzi potrafi zbudować stabilna relacje. W tym okresie z pomocą przychodzą endorfiny. Ich obecność wywołuje euforie ale i uspokojenie. Wykazują działanie znieczulające, podobne do morfiny. Endorfiny  wprowadzają co prawda spokój i przyjaźń, ale często także nudę. Związek pozostanie trwały tylko wtedy kiedy procesy chemiczne związane z endorfinami i PEA zajda u obu partnerów w tym samym czasie. Brak wzrosty poziomu endorfin sprawi, ze nasz partner wyda nam się obojętny. Endorfiny działają narkotycznie - uzależniają psychiczne i fizycznie. Jeżeli nasz związek był szczęśliwy i trwał przez pewien okres czasu to poziom endorfin utrzymywał się na wysokim poziomie. Kiedy nasz partner odchodzi ilość endorfin drastycznie spada. Skutkuje to ogromnym, porównywalnym do głodu narkotycznego, stresem dla naszego organizmu. Reagujemy tak, jakby zabrano nam narkotyk. Ten stan powoduje znaczny wzrost kortyzolu, hormonu stresu, który możne prowadzić do depresji czy załamania nerwowego. Kiedy temu wszystkiemu nieszczęśliwie towarzyszy silne obniżenie poziomu PEA, możne dojść do samobójstwa. Jak widać milosc możne być bardzo niebezpieczna.

STALE ZWIĄZKI


      Zakładając, ze nikt nie zrobił sobie krzywdy, a związek trwa nadal w kobiecej krwi pojawia się oksytocyna - cementujący związek hormon, który daje poczucie odprężenia. U mężczyzn natomiast następuje produkcja wazopresyny. Hormony te sprawiają, ze nasza reakcja na partnera jest spokojna, bez napływu emocji jaki towarzyszył nam na początku. Warto dodać, ze obecność oksytocyny występuje również podczas porodu (wywołuje skurcze macicy), przy karmieniu piersią (umożliwia wydzielanie mleka) oraz w trakcie aktu seksualnego u obojga partnerów. Wytwarzanie oksytocyny stymuluje dopamina - tzw. "cząsteczka szczęścia". Jest ona najczęściej wskazywana przez naukowców chemiczna przyczyna zdrady. Przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych badania wykazują, ze wzmożona ilość tego hormonu we krwi popycha w stronę niewierności, jednak eksperyment przeprowadzono na zwierzętach, dlatego nie możemy mieć 100% pewności, ze u ludzi jest tak samo.

źródło: www.pinterest.com

MAGIA FEROMONÓW


    Feromony to aktywnie biologicznie związki o charakterze lotnym. Do odbiorcy docierają podczas bezpośredniego kontaktu (wraz z powietrzem). Komunikacja poprzez feromony jest znana przede wszystkim u zwierząt stadnych. Informują się w ten sposób o źródłach pożywienia, wyznaczają miejsce zbiorki, znakują teren, przywołują partnerów seksualnych. Ciekawostka jest to, ze feromony nie pachną, a wiec nie mogą być odbierane za pomocą narządu powonienia. Pomimo to adresat posłusznie się im poddaje. Śmiało można wiec powiedzieć, ze wyczuwamy partnera nosem. Kręgowce posiadają specjalne skupisko receptorów zwane narządem lemieszowo-nosowym VNO (narząd Jacobsona). Organ ten znajduje się po obu stronach przegrody nosowej w sąsiedztwie receptorów węchowych. Feromon, jako bodziec chemiczny aktywuje komórki receptorowe VNO. W tym momencie następuje przekształcenie energii chemicznej bodźca w impulsy nerwowe, które za pośrednictwem systemu nerwowego trafiają do układu limbicznego w mózgu. Układ limbiczny to obszar mózgu odpowiedzialny za reakcje emocjonalne i zachowania instynktowne. Silnie rozwiniętym VNO mogą pochwalić się drapieżne ssaki, płazy oraz niektóre gady. U człowieka, zarówno rola jak i funkcje VNO są trudne do zdefiniowania. Poczałkowo uważano go za narząd atawistyczny, ponieważ występuje u płodów, ale u osób dorosłych staje się organem szczątkowym. Przelom nastąpił w 1991 roku, kiedy wykazano, ze aktywują go tzw womeroferyny. Zadziwiającym jest fakt, ze prawdopodobnie tylko polowa dorosłej populacji wykazuje aktywność VNO (w większości mężczyźni). Zdumiewające jest również to, ze ludzki VNO możne być stymulowany przez substancje które nie są feromonami. Badania nad feromonami sa ekstremalnie trudne. Substancje te występują w minimalnych stężeniach - już jedna cząsteczka feromonu rozproszona w 100 miliardach cząsteczek powietrza wywołuje pobudzenie receptorów. Pierwszym wyizolowanym i opisanych feromonem jest bombykol - związek wydzielany przez gruczoły odwłokowe samic jedwabnika. Dla uzyskania kilku miligramów tego związku trzeba było poświecić życie 500 000 samic!.

źródło: www.pinterest.com

FEROMONY A LUDZIE


   Kazdy stan emocjonalny wpływa na zapach naszego ciała. Feromony informują innych o naszym samopoczuciu, aktualnym nastroju, a także o gotowości seksualnej. Osoby pewne siebie, urodzeni przywódcy i liderzy wytwarzają ich znacznie więcej niż osoby nieśmiałe. 
   Plec piękna z reguły preferuje mężczyzn którzy "pachną facetem". Rasputin podobno mógł się pochwalić wyjątkowo silnym, męskim zapachem za którym szalały kobiety, a którego nie mogli znieść mężczyźni, nazywając go pogardliwie "capem".
   Ostatnie lata przyniosły spory postęp w zrozumieniu magii ludzkiego zapachu. Naukowcom udało się zidentyfikować oraz zsyntetyzować najważniejsze substancje zapachowe człowieka.
   Feromony to pochodne ludzkich hormonów płciowych. Wydzielają je gruczoły apokrynowe i gruczoły łojowe skory. Aktywują się w okresie dojrzewania. Apokrynowe gruczoły potowe powiązane z mieszkami włosowymi występują bardzo licznie w miejscach, gdzie podczas okresu dojrzewania rozwija się owłosienie i to własnie one nadają zapach naszemu ciału. Uczeni uważają, ze rozwój owłosienia w tych rejonach sluzy ułatwieniu rozprzestrzeniania się feromonów u osób dojrzałych płciowo.

Feromony męskie


  Typowym feromonem męskim, jest pochodna testosteronu - androstadienon. Wytwarza się w pocie, ślinie, nasieniu, skórze oraz włosach pachowych. Juz minimalne ilości aktywują kobiecy mozg, wpływając na nastrój i pobudzenie. Zanotowano, ze obecność tego feromonu wywołuje poprawę komfortu psychicznego kobiet, wzmagając przy tym ich intymne zaangażowanie.
  Kolejnym typowo męskim feromonem jest androsteron. Odpowiada ona za podkreślenie męskości, tworząc aurę ojcowskiej opiekunczosci i bezpieczeństwa. Przyspiesza działanie innych feromonów. Co ciekawe, homoseksualiści wykazują znacznie niższy poziom tego feromonu niż mężczyźni heteroseksualni.
   Androstenon to kolejny męski feromon występujący w ślinie, pocie i moczu. Podkreśla męskość i dominacje, co nie zawsze jest pozytywnie odbierane. Stymuluje jedynie kobiety, ale prawie polowa z nich nie potrafi go wyczuć. Warto przytoczyc tutaj pewien eksperyment przeprowadzony przez Instytut Psychologii w Kolonii. Polegal on na spryskiwaniu androstenonem trudnych do sprzedania miejsc w kinach, teatrach itp. Zauwazono, ze na tych miejscach chętnie siadały kobiety heteroseksualne i homoseksualni mężczyźni. Mężczyźni heteroseksualni unikali ich jak ognia. Zachowania te potwierdzają, ze za pociąg do określonej płci odpowiadają reakcje mózgu na związki chemiczne wysyłane przez inne osoby.

źródło: www.pinterest.com


Feromony żeńskie 


  Żeńskim odpowiednikiem męskiego androstadienonu jest estrateraenol, odpowiedzialny za kobiecy seksapil. Budowa zbliżony jest do estrogenów. Produkowany prawdopodobnie w jajnikach. Mężczyźni wykazują dyza wrażliwość na obecność estrateraenolu, już niewielkie jego ilości aktywują obszary mózgu odpowiedzialne za skupienie uwagi, zmienia się częstotliwość oddechów i bicie serca.
  Wyjątkowo podkreślającymi kobiecość feromonami są związki zwane kopulinami. Odkryto je w 1971 roku. Kompozycja chemiczna  kopulin zmienia się w trakcie cyklu menstruacyjnego, a ich ilość znacznie wzrasta w okresie płodnym. W tym czasie zapach kopulin sprawia, ze mężczyźni odbierają nas wyłącznie jako partnerki seksualne, dlatego atrakcyjność fizyczna schodzi na drugi plan. Ponadto wykazano, ze kopuliny zwiększają poziom testosteronu u mężczyzn az o 150%.
  Kolejna, ważną w relacjach międzyludzkich grupa feromonów, są tzw. feromony socjalne. Przynoszą korzyści zarówno mezczynzom jak i kobietom. Przykładem takiego sococjoferomonu jest androstenol. Jego obecność odnotowano w ludzkim pocie oraz moczu. Występuje głownie u mężczyzn, szczegolnie u tzw. dominatorów, którzy cieszą się powodzeniem u kobiet. Kobiety wytwarzają największa ilość tego związku tuz przed owulacja. Androstenol otwiera ludzi, ułatwia nawiązywanie kontaktów i tworzy aurę życzliwości.

    Jak widać prawda jest mało romantyczna, wręcz nieco brutalne. Naukowcy wiedza już na pewno, ze milosc to tylko gra hormonów i feromonów, które wywołują ciąg reakcji w naszych mozgach. Symbolem milosci od wieków było serce, ale jak się okazuje to nie serce ale własnie mozg ulega narkotycznemu działaniu milosci. To własnie tam rodzą się wszelkie uczucia i nie mamy na to większego wpływu. Dopiero kiedy apogeum zauroczenia i fascynacji mija, możemy wkroczyć do akcji i nadać naszemu życiu nieco romantyzmu. Jesteśmy w stanie pomoc naszemu organizmowi stworzyć harmonijny, czuły związek. Pielęgnując nasze uczucie zmniejszamy ryzyko wygaśnięcia milosci na dobre. Nie szczędźmy partnerom komplementów i czułych gestów. Dbajmy również o siebie i swój wygląd. Przełamując rutynę uszczęśliwimy nie tylko siebie ale i rowniez swoje drugie połówki :)

piątek, 3 stycznia 2014

7 HASEŁ, KTÓRYMI MAMIĄ CIĘ PRODUCENCI KOSMETYKÓW !

" Oil free! "

" 100% natural! "

" Long-lasting! "

Brzmi znajomo prawda? Ileż to razy dałyśmy się nabrać producentom i kupiłyśmy akurat ten ich jeden konkretny produkt tylko dlatego, że przeczytałyśmy te magiczne hasła? Niestety, większość z nich nie ma większego znaczenia. Ich głównym zadaniem jest "zachęcanie, czy wręcz, przyciąganie" klienta. Po części jest to spowodowane tym, że FDA (Food and Drug Administration) nie reguluje tego co wchodzi w skład kosmetyków. I choć istnieją wytyczne dotyczące etykietowania, nikt tego nie weryfikuje. Eksperci uważają to zjawisko za pozytywne twierdząc, że gdyby mniej znane marki musiały restykcyjnie stosować się do wytycznych FDA, większość z nich nawet nie pojawiła by się na rynku, nie mówiąc już o jakich kolwiek osiągnięciach. Niestety brak odpowiednich regulacji powoduje, że odpowiedzialność za niedociągnięcia producenta spada na nas - klientów. To my musimy odnaleść się w tym całym etykietowym żargonie, jeśli chcemy mieć pewność tego co nakładamy na twarz. Same doskonale wiecie, że żeby naprawdę przekonać się co producenci oferują nam do nakładania na skórę, musimy przebrnąć przez dobrze zakamuflowaną, chemicznymi nazwami, listę składu co nie jest łatwe do ogarnięcia bez pomocy internetu czy podręcznika do chemii kosmetycznej. Dlatego dzisiaj chcę przytoczyć wam hasła reklamowe, na widok których powinna zapalić się wam czerwona lampka:



1) " OIL FREE" czy ktoś tego naprawdę potrzebuje?


Tutaj to muszę przyznać, że i ja poległam, bo uwierzyłam w to hasło bez zastanowienia. 

Większość z nas (szczególnie cery problematyczne) jest zdeterminowana i systematyczna jeśli chodzi o używanie podkładów i korektorów typu "oli free", wierząc, że olej pogorszy stan naszej tłustej, ozdobionej wypryskami cery. Firmy kosmetyczne wykorzystują miłość tłustych skór do uczucia "ściągnięcia i wysuszenia", produkując wersje produktów pozbawionych oleju nie tylko w formie podkładów ale również rózów do policzków, cieni czy korektorów. Niestety, większość dermatologów (w tym mój wykładowca) zgodnie twierdzi, że zdobiący etykiety "oli free" to tylko czczy slogan marketingowy. Jak się okazuje po odwróceniu opakowania i zagłębieniu się w listę składu znajdziemy i oleje. Trik polega na tym, że firmy zastępują oleje naturalne, olejami syntetycznymi i nazywają to "oil free" !, ironicznie - syntetyczne oleje mają większą tedencję do podrażniania skóry. Jedynym rozwiązaniem tego problemu jest szukanie w składzie słowa "noncomedogenic" lub "nonacnegenic", co oznacza, że produkt nie będzie zatykał nam porów.



Skóry tłuste powinny pamiętać, że dla nic też się coś znajdzie np.: - OLEJ Z DRZEWA HERBACIANEGO oraz OLEJ LAWENDOWY mają działanie aseptyczne i przeciwzapalne.


2) SPF ( SUN PROTECTION FACTORY) 


Niestety, to że na kosmetyku jest napisane, że zawiera SPF wcale nie znaczy, że jesteśmy skutecznie chronione przed słońcem. Ogromne zadowolenie budzi w nas to, że tak wiele firm stosuje ochronę przeciwałoneczną w kosmetykach do makijażu - w końcu to dodatkowa ochrona i gwarancja dłuższego zachwania skóry bez zmarszczek. Zapominamy jednak o bardzo ważnej rzeczy - istnieją dwa rodzaje składników ochronnych - fizyczne i chemiczne. Fizyczne działają jako bariera na skórze, która odbija promienie UV. Chemiczne zaś pochłaniają promienie świetlne tworząc przy tym szkodliwe dla skóry WOLNE RODNIKI. Wracając do składników fizycznych, to najskuteczniejszymi są : TLENEK CYNKU (zinc oxide) oraz DWUTLENEK TYTANU (titanium dioxide). Jeśli masz skłanności do wyprysków wybierz tlenek cynku, bowiem dwutlenek tytanu może nasilać pojawianie się wyprysków. Nawet jeśli twój kosmetyk zawiera tlenek cynku, nie należy polegać na nim jako na jedynej formie ochrony przed słońcem. Dermatolodzy zalecają aplikowanie na twarz ok. jednej małej łyżeczki kremu ochronnego o wartości SPF min. 30, a raczej nikt nie nakłada na siebie tyle podkładu. Dlatego też zaleca się nakłada nie serum antyoksydacyjnego następnie kremu ochronnego i dopiero na to - podkładu z SPF.



3) "NATURAL" 


Spośród wszystkich haseł marketingowych to właśnie "NATURAL" może okazać się najgorszym kłamstwem.  Według  wymogów FDA tylko 20% składników kosmetyku musi być naturalnymi!, aby producent mógł uznać swoje dzieło za całkwicie "naturalne". Jeśli zatem naprawdę zależy ci na kupnie organicznego kosmetyku upewnij się, że zawiera znak "USDA-certified organic" i szukaj produktów zaaprobowanych przez organizacje typu: Natural Products Association czy The Campaign for Safe Cosmetics. 



Pamiętajcie! tylko dlatego, że coś jest organiczne lub naturalne nie znaczy, że nie podrażni waszej skóry. OLEJ CYTRYNOWY I POMARAŃCZOWY to najczęściej drażniące składniki produktów kosmetycznych, nawet jeśli są organiczne!


4) SKŁADNIKI "ANTI-AGING"


Tak wiele produktów, nie tylko pielęgnacyjnych ale również kolorowych, reklamuje się jako "przeciw-starzeniowe", że gdyby to było prawdą, to żadna z nas nie powinna mieć ani jednej zmarszczki, bez względu na wiek. Niestety, jak się okazuje, wygładzanie zmarszczek nie jest wcale łatwym procesem i nie wystarczy dodanie do podkładu czy korektora składników walczących ze zmarszczkami. Co ważne - jeśli już chcemy zafundować sobie taki kremik "anti-aging" to wybierajmy wersję NA NOC, ponieważ owe składniki są brardzo wrażliwe na światło słoneczne przez co się ulatniają. W tym przypadku lepiej zainwestować w porządne serum niż w krem.




5) "FRAGRANCE - FREE", BEZWONNE produkty jednak często pachną


Jeśli nie przepadasz za silnymi zapachami, opacja bezzapachowa jest właśnie dla Ciebie. Jeśli jednak przy kupnie takiego produktu kieruje Tobą skłonność do alergii bądź wrażliwość na zapachy, nadal możesz skończyć z wysypką lub innymi objawami. Wiele firm dodaje maskujące wonie aby ukryć nieprzyjemny zapach innych składników, a FDA nie wymaga umieszczenia tych "maskujących woni" w składzie. Zatem hasła typu "hipoalergiczny" oznaczają, że produkt ma niewielką możliwość spowodowania reakcji alergicznej, a nie że nie wywoła jej wcale.



6) "LONG WEARING"  to nie koniecznie to samo co WATERPROOF


Bez wątpienie jest coś kuszącego w obietnicy makijażu, który przetrwa 24 godziny. Wszyscy jesteśmy zabiegani i nieszczególnie chce nam się poświęcać czas na ciągłe poprawianie makijażu. Jeżeli jednak planujesz wizytę na plaży bądź jakieś zajęcia na basenie, musisz liczyć się z tym, że kiedy wyjdziesz z wody makijaż niestety w niej pozostanie. Tego typu produtky mają inną formułę niż wodoodporne, ale świetnie nadają się dla osób, których eyeliner rozmazuje się jeszcze przed południem.



7) TESTOWANY DERMATOLOGICZNIE


No właśnie, tylko że nikt nie mówi o wynikach tych "testów". To że dermatolog testował ten produkt wcale nie oznacza, że go "lubi" i poleca. To tylko kolejny trik oparty na bez znaczeniowej frazie.




, co o







niedziela, 15 grudnia 2013

Zrób sobie kwas! czyli wszystko o złuszczaniu kwasami AHA i BHA

WITAM :)

Dzisiaj małe conieco o na temat kwasów AHA i BHA, zapraszm :)


Peelingi chemiczne są stosowane już od starożytności, dają wiele możliwości leczenie i upiększania skóry. Co roku powstają nowe preparaty, nowe kombinacje substancji, dzięki którym uzyskiwane efekty będą jeszcze lepsze, a zastosowanie peelingów chemicznych bezpieczniejsze. Należy mieć świadomość, że niewłaściwe zastosowanie silnie działających substancji może prowadzić do bardzo niebezpiecznych powikłań. Jednak odpowiednia wiedz na ten temat, poparta praktyk, przynosić będzie coraz lepsze i bardziej spektakularne efekty.

WPŁYW pH NA DZIAŁANIE KWASÓW 


Czynnik pH to skala kwasowości i zasadowości związku. Skala pH mieści się w przedziale od 0 do 14. Związek, którego pH wynosi od 0 do 6, to związek o kwaśnym odczynie. Wartości od 8 do 14 charakteryzują związki zasadowe. Związki o pH równym 7 to związki obojętne. Przedstawiona skala ma bardzo istotne znaczenie jeśli chodzi o działanie złuszczające kwasów. Bardzo często sugerujemy się stężeniem procentowym kwasów. Kiedy widzimy na opakowaniu 40% bądź więcej, wpadamy w zachwyt, natychmiast kupujemy  produkt i aplikujemy na twarz. W myślach już widzimy tą piękną, gładką, mega złuszczoną  i rozjaśnioną cerę, a tu niespodzianka. Kwasy nie szczypią, nie powodują zaczerwienia i ogólnie nie widać większych znamion złuszczenia. Dlaczego? A no dlatego, że nie zwróciłyśmy uwagi na pH produktu, które znajdowało się bliżej zasadowej granicy wartości. Jeśli marzy ci się efekt mocnego złuszczenia, zmniejszonych zaskórników, zmian trądzikowych i rozjaśnienia, wybieraj te kwasy, które mają niskie pH. Kwasy o wysokim pH mają działanie bardziej nawilżające niż złuszczające. Warto pamiętać, że czasami 20% kwas może okazać się skuteczniejszy w złuszczaniu niż 40%. O tym właśnie decyduje pH.


MECHANIZM DZIAŁANIA


Kwasy AHA (jak i BHA) złuszczają naskórek, poprzez rozpuszczanie łączeń między komórkowych naskórka. Prawidłowa proliferacja naskórka zajmuje ok. 24 – 30 dni. Na zasadzie migracji, komórki pną się ku górze aż do warstwy naskórkowej. Kiedy tam docierają są już martwe i pozbawione jądra, są po prostu bezużyteczne. Gromadząc się w zmarszczkach, pogłębiają je i podkreślają. Zaburzenia rogowacenia prowadzą do powstawania zaskórników i krost. AHA, pomagając w usunięciu warstw nagromadzonych na powierzchni skóry, zapewniają efekt peelingu stymulującego odnowę komórkową. Proces ten inicjuje bowiem odpowiednią odbudowę komórek głębiej położonych. Powoduje on także pobudzenie produkcji kolagenu i elastyny, co jest szczególnie pożądane w przypadku pielęgnacji cery dojrzałej. W wyniku zachodzących procesów w sposób widoczny poprawia się stan skóry suchej, odwodnionej z objawami starzenia. Lepiej gromadzi ona wilgoć, co wpływa na wygładzenie zmarszczek i bruzd oraz poprawę ogólną jej wyglądu.

POPULARNE W KOSMETYCE KWASY AHA


Kwas glikolowy - obecnie najczęściej stosowany w kosmetykach do codziennej pielęgnacji zawierających AHA. Posiada on najmniejszą cząsteczkę zbudowaną tylko z dwóch atomów węgla, przez co może najłatwiej penetrować powierzchnię skóry. Jest bardzo dobrze przez nią tolerowany, ponieważ jest naturalnym bioproduktem naszego organizmu, uczestniczy w cyklu Krebsa i ulega spalaniu podobnie jak cukier. Nie znane są reakcje alergiczne na ten związek. Jest on powszechnie stosowany w preparatach do eksfoliacji, czyli głębokiego złuszczania. Jest uniwersalny, rezultaty obserwuje się w wielu różnych przypadkach. Skóra łuszczy się w niewidoczny dla oka sposób i zaraz po zabiegu wygląda ładnie i zdrowo, można nawet robić makijaż. Stwierdzono, że aktywność 30% kwasu glikolowego jest najwyższa przy pH=3. Zanotowano wtedy najwyższy poziom stymulacji odnowy komórek naskórka, najwyższy wzrost nawilżenia skóry, zwiększenie jej jędrności, wygładzenie i spłycenie zmarszczek. Kwas glikolowy stosowany jest też w stężeniach 5%, 10%, 15% w preparatach do użytku domowego, a w wyższych 20%, 30%, 50%, 70%  - w peelingach leczniczych. 

Efekty stosowania kwasu glikolowego:
·     Zmiękczenie i wygładzenie skóry
·     Poprawa kolorytu skóry
·     Przyspieszenie odnowy naskórka
·     Rozjaśnienie plam pigmentacyjnych
·     Nawilżenie skóry
·     Redukcja zmarszczek i spłycenie bruzd.

Oddziaływujący zarówno na naskórek jak i skórę właściwą, ze względu na swoje liczne właściwości, nie można ograniczać jego roli do czynnika złuszczającego.

Kwas mlekowy - kwas ten powoduje normalizację procesu złuszczania skóry, zmiękczanie spoiwa międzykomórkowego i rozrywanie więzów odpowiedzialnych za spójność korneocytów. Działa on jako środek nawilżający gdyż ma właściwości wiązania wody i powierzchniowego złuszczania skóry. Wydelikatnienie warstwy rogowej przez pocienianie jej, odżywienie i nawilżenie zwiększa przenikanie czynnych składników, polepszając zdolność skóry do przyjęcia oraz wykorzystania składników kosmetycznych i leczniczych. Użycie kwasu mlekowego wzmacnia więc efekty zastosowania innych produktów kosmetycznych. Badania wykazują zwiększenie papilarnego kolagenu skóry, wywołane pobudzeniem jej syntezy przy zastosowaniu kwasu mlekowego. Wraz z redukcją rogowacenia zabezpieczone są mieszki włosowe przed zapychaniem. To powstrzymuje gromadzenie się bakterii oraz wytwarzanie przez bakterie drażniących kwasów tłuszczowych odpowiedzialnych za tworzenie się krostek. Kwas mlekowy wypiera nagromadzone martwe komórki z już zatkanych mieszków, oczyszcza ujścia gruczołów łojowych dlatego często jest stosowany przy leczeniu skóry trądzikowej.

Efekty na skórze wynikające z użycia kwasu mlekowego:

·     Zmniejszenie grubości warstwy rogowej
·     Związanie warstwy rogowej
·     Zwiększenie grubości epidermy
·     Wzmocnienie struktury kolagenu skóry
·     Zwiększenie uwodnienia
·     Wzmocnienie przenikania składników

Swoje zastosowanie w kosmetyce znajdują również kwasy: jabłkowy, cytrynowy, winowy.



WSKAZANIA DO ZABIEGU Z UŻYCIEM KWASÓW:


Prawie każda cera, a szczególnie gruba, tłusta, łojotokowa, trądzik grudkowo-krostkowy,  zaskórniki, blizny po trądziku, rozszerzone pory, skóra dojrzała, skóra z oznakami starzenia, sucha i wiotka  oraz przebarwienia.

PRZECIWWSKAZANIA:


Podrażnienia, trądzik w fazie aktywnej, opryszczka, łuszczyca, grzybica, trądzik  różowaty, przerwanie ciągłości naskórka, ciąża.

CZYM RÓŻNIĄ SIĘ KWASY AHA OD BHA


Zasadniczą różnicą między tymi grupami kwasów jest ich zdolność penetracji. Kwasy AHA, w przeciwieństwie do BHA, nie rozpuszczają się w tłuszczach, w związku z czym nie przenikają przez warstwę sebum w głąb porów. W kosmetyce stosuje się tylko jeden kwas z grupy BHA – salicylowy. Dzięki swej zdolności do wnikania w głąb porów ma duże znaczenie w leczeniu trądziku. Odblokowuje pory i zapobiega tworzeniu się nowych wyprysków. Jest związkiem spokrewnionym z aspiryną i tak jak ona ma właściwości  przeciwzapalne. Kwas salicylowy jest idealny dla zanieczyszczonych cer suchych, bowiem nie powoduje wysuszenia skóry.


KARYGODNE BŁĘDY W DOMOWEJ APLIKACJI KWASÓW

1) Przetrzymywanie kwasu - kiedy producent pisze, że dany kwas może pozostawać na twarzy przez trzy minuty to zostawiamy go na trzy minuty! Nie ma czegoś tkiego jak "jeszcze minutkę to mnie lepiej złuszy" nic z tych rzeczy! jedyne co może zrobić to poparzyć i podrażnić twarz !

2) Nieużywanie neutralizatora - bo taniej będzie jak się kupie sam kwas i zmyje wodą. Jeśli nie przeszkadzają ci zaczerwienienia podrżnienie i pieczenie skóry to ok, zmywaj bezpośrednio wodą.

3) Niestosowanie kremów regenerujących z wysokim filtrem UV- jeśli podobają  Ci się przebarwienia begaj na codzień po słońcu lub mrozie, tuż po kwsach, bez ochrony, jeśli nie pamiętaj o wysokich filtrach!. Jeśli zarz po kwasach nakładasz kremy matujące i wysuszające, no coż, dla mnie jesteś sadystką :D

4) Brak odpowiedniego zabezpieczenia brwi, oczu i znamion - tylko minutę zajmuje pokrycie ich wazeliną, co eliminuje ryzyko zrobienia sobie krzywdy.

5) Niewłaściwy dobór stężenia, pH i rodzaju kwsu - dwie czerwone krostki nie są zaawansowanym stadium trądziku i nie wymagają 40% stężenia z niskim pH.
aa1

ZRÓB SOBIE KWAS

Kwas glikolowy znajdziesz w brązowym cukrze, aby wykonać domową a przede wszystkim naturalną eksfoliację zmieszaj cukier brązowy z odpowiednio dobranym do swojej cery olejem ( jojoba, oliwa z oliwek, migdałowy itp.) i zaaplikuj na twarz. Pozostaw na ok 10 minut po czym zmyj ciepłą. Dodatkowo, jeśli Twoja skóra nie  jest wrażliwa możesz użyć mikstury jako peelingu.

Kwas mlekowy występuje w mleku i jogurtach. W celu „uzyskania” kwasu zmieszaj mleko z miodem, możesz dodać trochę mleka w proszku, aby zagęścić maskę. Taka mikstura jednocześnie wygładzi i złuszczy skórę. Inną fajną mieszankę możesz uzyskać poprzez wypełnienie butelki ze sprejem, do ok ¾ pojemności mlekiem z wodą i nawilżać twarz kiedy tego potrzebuje.

Kiedy meczy cię trądzik i inne wypryski zmieszaj sok z cytryny z ogórkiem i jogurtem. Taką maskę trzymaj na twarzy ok 10 minut po czym zmyj. To poprawy koloryt Twojej skóry i nieco ją rozjaśni.

Kwas jabłkowy jak sama nazwa wskazuje występuje w jabłkach. Produktem bogatym w kawas jabłkowy będzie zatem ocet jabłkowy. Ma naprawdę zbawienny wpływ na skórę.

Rewelacyjną miksturą, która wykorzystuje działanie kwasu salicylowego jest mieszanina miodu, soku z aloesu oraz rozgniecionej aspiryny. Aplikowana na ok 10-20 minut złuszcza naskórek, wygładza i łagodzi nawet bolesne pryszcze. Ponad to świetnie łagodzi i oczyszcza zanieczyszczone pory.


Myślę, że docenisz również mieszankę octu jabłkowego, zielonej herbaty oraz rozkruszonej aspiryny.


Ja stosuję sobie terapię takimi oto kwasami:








I taką mam cerę, póki co:



POZDRAWIAM :)